Powinienem?

Praktykujący o długim stażu przechodzą różne fazy. Niektóre z nich dotyczą wyciągnięcia maksimum zabawy z tego, co stanowi nasze otoczenie.

Innym razem chodzi o nic innego, niż poznawanie swojego potencjału w zakresie tak możliwości fizycznych, jak kreatywności.

Bywa też tak, że stawiając na eksplorację otoczenia, najwięcej radości daje nam poznawanie nowych miejsc, niezależnie od tego, czy nadajemy temu wymiar stricte parkourowy, czy nie.

Niektórzy powołują się na swoją misję, a całe zebrane doświadczenie kierunkują na wykonywanie zadań – czasem jest to niesienie edukacji, czasem czysto fizyczna praca z ludźmi, lub samotna, w odludnym zakątku, bądź w samym centrum, ze wszelkim ryzykiem charakterystycznym dla tych właśnie miejsc.

Czy, w związku z tym, każdy powinien spróbować Parkour?

Znam osoby, które wybierają trudniejszą ścieżkę, nie nadając jej żadnych imion.

Znam również takie, które właściwie wyznając filozofię parkourową nie chcą nawet słyszeć o „nowomodnych sportach miejskich”, jako, że podchodzą do życia dość poważnie i w pełni obecności zajmują się dość przyziemnymi sprawami. Jednocześnie pozwalają utrzymać porządek i ład dookoła siebie, nie zajmując niepotrzebnej przestrzeni i nie robią przy tym zbytniego hałasu.

Głęboko wierzę, że każdy spacer można obrócić w parkourową przygodę pełną wrażeń, i nie trzeba do tego wspinać się na budynki, ani mieć do tego dużej publiczności. Z doświadczenia wiem, że łatwiej skupić się na swoich zadaniach bez tłumu gapiów, w spokoju.

I tu dochodzimy do sedna.

Zwykliśmy mawiać, że „Parkour jest dla każdego”. jednak często w rozmowach daje się słyszeć „może, kiedy byłem młodszy”, albo „biegam, wspinam się, nie schodzę z roweru”.

Jasne, przecież każdy ma własne cele. W Parkour chodzi głównie o to, by nie zamykać się na nie i aby każda próba była lepsza, niż poprzednia.

Jaką przeszkodę rozpoznajemy jako największą?

Zdecydowanie, jeśli nie jesteśmy zdecydowani przekraczać kolejne granice sami, przydaje się wsparcie w takiej, czy innej formie. Tak zwana „starszyzna”, niezależnie od dyscypliny, wnosi dużo w życie dowolnej społeczności. Dziś jesteśmy w takim położeniu, że tworzymy tę starszyznę sami.

Czy to problem?

To tylko kolejne wyzwanie.

Czy wyzwania pojawiają się w życiu każdego?

Myślę, że tak. I że imię dla metody to ciągle tylko imię. Rośniemy każdego dnia, więc warto próbować nowych, a co najważniejsze, skutecznych narzędzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s